Oddech to życie. Co do tego nie mamy wątpliwości. Oddychamy około 22 tysiące razy na dzień. Ta liczba mówi też o tym, ile możemy mieć dziennie możliwości na to, żeby oddychać nieprawidłowo. Dziś o roli przepony i oddechu w naszym życiu.
Najpierw trochę anatomii. Przepona to największy i najważniejszy mięsień oddechowy w naszym ciele. Żeby zdać sobie sprawę, jak ważny to mięsień wystarczy zablokować jej czynność poprzez uderzenie w okolicy wyrostka mieczkowatego – ale nie róbcie tego w domu!
Mięsień ten tworzy kopułę, która rozciąga się od przedniej strony odcinka lędźwiowego do wyrostka mieczykowatego oraz obejmuje dookoła dolne krawędzie żeber. Co ciekawe, środkowy fragment przepony rozwija się w fazie embrionalnej wraz z sercem, skąd może brać się duży udział napięć przepony w dolegliwościach pseudokardiologicznych (kłucia w sercu, kołatania serca).
Ruch przepony jest dość skomplikowany i żeby go dokładnie opisać, musiałabym teraz dać Wam do przeczytania spory elaborat.
Z najważniejszych informacji: przepona na początku wdechu kurczy się od szczytu kopuły, rozciągając płuca w dół, co powoduje zasysanie powietrza, a narządy jamy brzusznej poruszają się razem z nimi. Dolne żebra rozszerzają się i lekko unoszą. Mogą się tu też włączyć pomocnicze mięśnie oddechowe – mięśnie pochyłe, które unoszą górne żebra.
Wydech powienien być ruchem biernym, polegającym na naturalnym elastycznym odbiciu ruchu w płucach. Jednak coraz szybsze tempo życia i tu zbiera swoje żniwo – gro osób nie czeka na naturalny wydech i "pomaga" sobie dodatkowym skurczem. Do tego dochodzą stresy, które bardzo często spinają przeponę na podobnej zasadzie – zablokowania naturalnej funkcji.
I tak doszliśmy do psychicznych aspektów prawidłowego – nieprawidłowego działania przepony. Ten mięsień nazywany jest środkiem ścięgnistym ciała. Istnieją teorie o tym, że do niej ciągnięte są wszelkie napięcia z ciała, co ma wymiar rzeczywisty (sieć powięzi umożliwia pociąganie różnych struktur do "środka") oraz metafizyczny, gdyż właściwie wszystkie napięcia, spowodowane kumulacją emocji, kierowane są do środka, czyli do przepony. Warto tutaj wyróżnić strach, który ma swoją główną siedzibę właśnie w brzuchu.
Przepona, która działa w ograniczony sposób, czy to przez napięcie spowodowane stresem, czy przez zrosty np. po operacji, nie jest do końca wydolna, co wiąże się bezpośrednio z ilością wdychanego i wydychanego powietrza.Zapętlając do pierwszego zdania – oddech to życie. Nie skracajmy go sobie napiętą przeponą.
Inspirację do posta wzięłam z książki "Rozluźnianie powięziowe dla równowagi strukturalnej" Jamesa Earls'a i Thomasa Myers'a
Autoterapia w formie siadów to prosta i skuteczna metoda na utrzymanie swojego ciała w dobrej formie.
Siady stosuj codziennie, podczas wykonywania codziennych czynności, takich jak oglądanie telewizji, czy czytanie książki, a także podczas zabawy z dziećmi lub wnukami. Ćwiczenia te mogą być też wykonywane jako terapia sama w sobie – wykonywane regularnie skutecznie pomogą uelastycznić Twoje biodra. Przynajmniej raz dziennie usiądź w jednej z pozycji według podanych niżej zasad, a Twoje biodra podziękują Ci za to!
Siad rozkroczny krótki
Usiądź na podłodze (dywanie). Jeśli czujesz, że siedząc na podłodze "ściąga" Cię do tyłu, usiądź na podwyższeniu ze zwiniętych koców lub na wałku/poduszce (np. do jogi). Odgarnij pośladki. Ugnij kolana, złącz stopy i rozchyl kolana. Poczujesz rozciąganie po wewnętrznej stronie ud. Pozostań na 10 spokojnych oddechów lub siadaj z tej pozycji tak często, jak chcesz i na ile Ci wygodnie.
Siad rozkroczny długi
Oprócz zalet typowo fizycznych, ma również świetne zastosowanie na przykład podczas zabawy z dzieckiem - duża przestrzeń przed Tobą i wolne ręce dają wiele możliwości ruchu.
Ten siad jak i poprzedni są szczególnie polecane dzieciom ( i ich rodzicom), które siadają ze złączonymi kolankami (siad w literę "W" - drugie zdjęcie) i niechętnie zmieniają pozycję. Pamiętaj, że małe dzieci biorą przykład z dorosłych. Maluch widząc Ciebie w takim siadzie może zacząć Cię naśladować, co z pewnością przyniesie mu wiele korzyści w późniejszym wieku.
Usiądź na podłodze (wałku, zwiniętych kocach) i odgarnij pośladki. Wyprostuj i rozszerzaj powoli nogi tak, by poczuć rozciąganie po wewnętrznej stronie ud. Oprzyj nogi na piętach. Pamiętaj o pionowo ustawionej kości krzyżowej - możesz sprawdzić ręką lub z pomocą drugiej osoby, jak kość krzyżowa się układa. Jeśli jest prostopadła do podłoża lub nawet lekko pochylona w stronę Twojego ciała - jest w porządku. Jeśli odchyla się w stronę podłogi - usiądź na podwyższeniu.
Jeśli ten siad jest dla Ciebie zbyt "prosty" spróbuj wykonać w tej pozycji dodatkowo rozciąganie boków - jak na zdjęciu. Połóż przedramię lewej ręki na podłodze przy lewej nodze, a następnie powoli i uważnie wyciągnij prawą rękę do góry, a potem zacznij ją opuszczać w kierunku lewej stopy. Kiedy poczujesz minimalne rozciąganie prawego boku zacznij brać głębsze oddechy i kontynuuj opuszczanie ręki. Pozostań w tej pozycji przynajmniej na 10 oddechów po czym zmień stronę.
Siad płotkarski
Usiądź na podłodze (wałku, zwiniętych kocach) i odgarnij pośladki. Zrób mały rozkrok i ugnij prawą nogę pod kątem prostym. Teraz powoli przesuń prawą stopę na prawą stronę, nie zmieniając położenia kolana. Kostka, kolano i biodro prawej nogi mają tworzyć kąty proste. Prawe kolano dąży do podłoża, poczujesz rozciąganie w prawym pośladku. Unikaj bólu kolana i odrywania miednicy od podłoża. Aby wyjść z pozycji powoli unieś kolano (możesz pomóc sobie ręką), wyprostuj nogę i zmień stronę.
Po siadzie płotkarskim zawsze należy wykonać siad kompensacyjny.
Siad kompensacyjny
Wykonanie: jak siad rozkroczny krótki, tylko dokładamy pochylenie tułowia. Głowa luźno zwisa. Zostań na 10 spokojnych oddechów.
Siad skrzyżny, czyli "po turecku"
W jodze siad ten jest przygotowaniem do wykonania pozycji lotosu. Siedzenie po turecku bardzo fajnie sprawdzi się tez u kobiet w ciąży z większym brzuszkiem jako ćwiczenie samo w sobie, a także jako pozycja wyjściowa do ćwiczeń górnej części ciała.
Trzeba jednak pamiętać o kilku zasadach, które znajdziecie poniżej.
Usiądź na wałku (zwiniętych kocach, poduszce, kostce do jogi). Ważne jest, by usiąść w tym siadzie trochę wyżej tak, aby pośladki były mniej więcej na tej samej wysokości co kolana. Odciągnij pośladki na boki i do tyłu. Skrzyżuj nogi tylko tyle, na ile jest Ci wygodnie, nie dociągaj nóg, bo wydaje Ci się, że są "za mało" skrzyżowane. Jeszcze przyjdzie czas na pogłębianie skrzyżowania :) Pamiętaj o prostych plecach. Ważne jest, aby zmieniać skrzyżowanie nóg. Czas siedzenia na jedną i drugą stronę powinien wynosić tyle samo.
Siad nie powinien wywoływać bólu w kolanach ani innej części ciała.
Siad prosty
Usiądź na wałku / kocu / podłodze i odgarnij pośladki. Nogi są złączone, proste w kolanach, stopy zadarte. Wyprostuj kręgosłup, patrz przed siebie. Barki swobodnie opuszczone. Dłonie mogą spoczywać na udach, odwrócone wewnętrzną stroną do sufitu - pomoże Ci to zrelaksować ramiona. Spróbuj z każdym wdechem "wyciągnąć się" do góry - czubek głowy do sufitu. Pamiętaj o pionowo ustawionej kości krzyżowej (dobre ustawienie - kiedy nie "ściąga" Cię do tyłu). Pozostań na 10 głębokich, spokojnych oddechów.
Idąc krok dalej: rolowanie kręgosłupa z siadu prostego
Pozycja wyjściowa: jak wyżej. Usiądź pod ścianą tak, aby pośladki były możliwie jak najbliżej ściany. Z każdym wydechem rozluźniaj swoje ciało i, zaczynając od głowy, zacznij "zawijać" kręgosłup - najpierw zbliż brodę do krtani. Jeśli ten ruch spowoduje, że gdzieś w Twoim ciele pojawi się rozciąganie (spodziewamy się rozciągania tylnej taśmy ciała, czyli karku, pleców, a nawet pośladków i tyłu ud), zatrzymaj się i poczekaj, aż rozciąganie minie lub oddychaj głęboko i coraz bardziej "zwijaj" kręgosłup, kierując głowę do ud, aż do całkowitego pochylenia.
Siad śruba
Ten siad pomaga między innymi w prawidłowym funkcjonowaniu układu pokarmowego, wszelkie rodzaje skrętów tułowia wpływają też pozytywnie na kręgosłup - jeśli czujesz ból w plecach poskręcaj się przez chwilę, a odczujesz ulgę.
W trakcie jego wykonywania możesz usłyszeć charakterystyczne "trzaski" w kręgosłupie. Pamiętaj tylko, by nie czuć bólu ani dużego dyskomfortu.
Usiądź na podłodze i odgarnij pośladki. Ugnij prawą nogę i przełóż stopę prawej nogi na zewnętrzną stronę lewej nogi. Weź wdech,z wydechem skręć tułów w prawą stronę i oprzyj lewe ramię/łokieć o prawe kolano. Z wdechem prostuj się, z wydechem pogłębiaj skręt. Powtórz cykl 3-5 razy i zmień stronę.
Mimo tego, że temat posta może brzmieć dla niektórych niepoważnie, temat poruszam całkiem serio. "Piwny brzuszek" tworzy się zazwyczaj w przedniej części ciała zarówno u kobiet jak i mężczyzn. I choć wiele osób się do tego nie przyznaje, to ten wałeczek tłuszczu potrafi spędzić sen z powiek.
Wyobraźcie sobie, że wdrożyliście dietę i robicie mnóstwo brzuszków, a oponka ciągle zostaje na swoim miejscu – to może nawet powodować frustracje! A wystarczy tylko spojrzeć z innej strony, a mianowicie... na plecy.
Powięziowe połączenia żeber i miednicy, z tyłu znane jako szwy boczne, to nic innego, jak pasma powięzi wchodzące w powięziowe połączenia jamy brzucha. Rozciągają się dokładnie od dolnych żeber do tylnej powierzchni grzebieni biodrowych i są bardzo silne oraz stosunkowo krótkie, a im krótsze, tym powodują większą nierównowagę lub większy "piwny brzuszek".Wydłużanie szwów, poprzez rozciąganie i inne techniki rozluźniające, w perspektywie czasu prowadzi do zrównoważenia rozkładanego ciężaru zarówno z przodu jak i z tyłu, a w efekcie pomniejszenia oponki bez wprowadzania drastycznej diety czy katowania się "brzuszkami".
Skrócone szwy boczne i to, że powodują powstawanie wzorca tłuszczowego na brzuchu to zaledwie początek, wierzchołek góry lodowej, ponieważ zaburzona równowaga powięziowa w tej okolicy ciągnie za sobą dalsze struktury, powodując wiele dolegliwości z okolicy dolnych pleców, tylnej części nóg, a nawet szyi. Warto więc dbać o równowagę mieśniowo-powięziową w całym ciele.
Inspirację do posta wzięłam z książki "Rozluźnianie powięziowe dla równowagi strukturalnej" Jamesa Earls'a i Thomasa Myers'a
Od dziecka mamy w sobie zakodowany odruch płaczu. Reagujemy płaczem w różnych sytuacjach: w okresie niemowlęctwa, kiedy trapią nas kolki, w wieku kilku lat z bezsilności, że mama nie chce kupić zabawki, czy już w dorosłym życiu z powodu utraty bliskiej nam osoby, a nawet w stanach dużego zmęczenia.
Wyobraźmy sobie teraz, że gdzieś na etapie bycia czteroletnim dzieckiem ktoś zniszczył nam ulubioną zabawkę. Oczywiście płaczemy, bo strata ta jest w tym wieku stratą niewyobrażalną. W odpowiedzi dostajemy informację od rodzica lub innej ważnej dla nas osoby "Nie płacz, nic się nie stało" lub bardziej drastyczne "I co się mażesz?". O ile taka informacja przekazana raz nie spowoduje wyraźnych reakcji, to problem może powstać przy powtarzalności podobnej informacji, która może tłumić w dziecku odruch płaczu.
Tłumienie płaczu nie polega na wyciszaniu tego odruchu, aż do zaniknięcia. Pamiętajmy – mamy go zawsze w sobie, w ciele. Stłumiony płacz kierowany jest do wewnątrz, gdzie ulega zablokowaniu przez napięte mięśnie tak, by płacz się nie uwolnił. Dla każdego stłumionego odruchu istnieje pewien powtarzalny schemat reagowania grupami mięśni, w tym przypadku są to mięśnie ust, gardła i szczęk. To właśnie one napinają się i pozostają w tym napięciu do czasu, aż jakieś wydarzenie uwolni znów płacz.
Chroniczne napięcie mięśni ust, gardła i szczęk może prowadzić do wielu dolegliwości tego rejonu, od bólów gardła poczynając, a na ciężkich zespołach stawów skroniowo-żuchwowych kończąc. Napięte mięśnie ust przez wiele lat będą powodowały nawet zmiany w wyglądzie – miękkie i pełne usta dziecka pod wpływem ciągłego zaciskania zmienią się w płaskie i cienkie usta.
Jak sobie poradzić? Po pierwsze: płaczmy! Nie zwracaj uwagi na to, czy "wypada", czy "nie wypada", tylko pozwól sobie na uwolnienie emocji. Po drugie: pracuj z ciałem, czyli rozluźniaj napięte okolice. Tutaj pomoże fizjoterapeuta lub terapeuta manualny.Jeśli jednak dolegliwości się utrzymują lub wracają jak bumerang, a odruch płaczu jest tak stłumiony, że płakanie wydaje się niemożliwe, najlepiej udać się do specjalisty, zajmującego się psychoterapią.
Inspirację do tego posta wzięłam z książki "Duchowość ciała" Aleksandra Lowena.
Holistyczna terapia manualna to system technik diagnostycznych i terapeutycznych zajmujących się ciałem, umysłem i powiązaniami pomiędzy nimi. Główną zasadą w postępowaniu fizjoterapeutycznym według holistycznej terapii manualnej jest "obudzenie wewnętrznego lekarza", którego każdy z nas ma w sobie. Są to naturalne zasoby, które utrzymują nasze zdrowie, a w razie wystąpienia choroby pomagają wracać do zdrowia. Zazwyczaj nie jesteśmy świadomi ilości energii drzemiącej w nas samych, dlatego czasem potrzebujemy pomocy z zewnątrz, aby odkryć tę moc. W tym może pomóc terapeuta manualny. Terapeuta lub fizjoterapeuta w modelu holistycznym poprzez dokładny wywiad, obserwację i badanie szuka przyczyn dolegliwości w ciele. Każdy bodziec, czy to fizyczny, psychiczny czy chemiczny, wywołuje reakcję osobowości, uświadomioną lub nieuświadomioną. Większość dolegliwości jest powodowana przez tak zwaną czynnościową zmianę stanu tkanki. Znaczy to, że największy udział w patogenezie choroby mają tkanki miękkie naszego ciała. To te, które reagują w głównej mierze na zaburzenia czynności, w tym na stres. Co więcej, dolegliwości te bardzo często są podobne do chorób organicznych, ale w badaniach nie wykazują żadnych zmian organicznych czy strukturalnych. Zdarza się, że choroby te idą w parze: złamana noga (zmiana strukturalna) może powodować ból, ale równocześnie spowoduje zmianę czynnościową (poprzez unieruchomienie), która może pociągnąć za sobą kolejne dolegliwości w odległej od złamania części ciała. To kolejna właściwość zmian czynnościowych: przyczyna objawu głównego (na przykład bólu głowy) nie musi leżeć w miejscu bólu (w głowie), ale może znajdować się w pewnej odległości od niego (między łopatkami, w brzuchu, a bardzo często w miednicy, a dokładnie stawach krzyżowo-biodrowych).
Spośród wielu chorób i dolegliwości, jakich doświadczamy, większą część stanowią te o podłożu czynnościowym. Szacuje się, że czynnościowe zmiany stanu tkanki (CZST, za A. Rakowskim) oraz stres to główne przyczyny nawet 60-90 % wszystkich dolegliwości, na które zapadają ludzie. Warto zatem przyjrzeć się temu tematowi bliżej. Czym jest choroba czynnościowa?
Choroby czynnościowe to ogólnie rzecz biorąc te choroby, w których nie występują wyraźne zmiany strukturalne w tkankach. Znaczy to tyle, że choroba czynnościowa może pozostawać w ukryciu bardzo długi czas, ponieważ nie daje widocznych zmian w obiektywnych badaniach (badaniach obrazowych, badaniach krwi itp.), a wykryć ją można w specyficznym badaniu funkcjonalnym, które przeprowadza fizjoterapeuta lub terapeuta manualny, pracujący w modelu holistycznym. Czynnościowe zmiany mogą imitować choroby organiczne. Czynnościowe zmiany stanu tkanek bardzo często towarzyszą zmianom strukturalnym, na przykład zwyrodnieniom, a nawet mogą imitować choroby organiczne, takie jak choroby serca, czy układu pokarmowego (arytmie, zespół jelita drażliwego). Stąd wynikają diagnozy: "przyczyny choroby nieznane", ponieważ dolegliwość jest – pacjent ją zgłasza, ale w badaniu obrazowym brak obiektywnych "dowodów" na to, że dana choroba występuje. Powoduje to często wdrażanie leczenia farmakologicznego, które nie pomaga lub pomaga na krótko lub, co gorsze, dolegliwości mogą być bagatelizowane, co i w jednym i drugim przypadku prowadzi ostatecznie do pogłębienia objawów.
Przyczyny powstawania zmian czynnościowych. Główną przyczyną powstawania zmian czynnościowych jest przeciążenie struktur narządu ruchu, czyli mięśni, powięzi, ścięgien, torebek stawowych i innych tkanek miękkich. Rozróżnić tutaj możemy zmiany przeciążeniowe typu antygrawitacyjnego (statycznego, przeciwstawianie się siłom przyciągania ziemskiego) oraz zmiany w procesie stresogennym (psychogennym, psychosomatycznym), choć najczęściej dolegliwości powstają na skutek połączenia obu powyższych. Aby wyobrazić sobie w czym rzecz, przytoczę tutaj historyjkę krążącą w internecie, która doskonale odzwierciedla przyczyny powstawania zmian czynnościowych i jednocześnie w prosty sposób wyjaśnia, jak sobie z nimi poradzić:
Psycholog, podczas wykładu na temat stresu przeszedł się po sali. Gdy podniósł szklankę, wszyscy studenci spodziewali się, że zapyta o to, czy szklanka jest w połowie pusta czy w połowie pełna. Zamiast tego zapytał: ‚Ile waży ta szklanka?’ Padło kilka, może kilkanaście różnych odpowiedzi. Psycholog powiedział wtedy, że waga szklanki nie ma tu zupełnie nic do rzeczy. Wszystko zależy od tego, jak długo będzie musiał tę szklankę trzymać. Jeśli przez minutę – wszystko będzie w porządku. Przez godzinę – ręka będzie bolała. Jeśli przez cały dzień – ręka będzie zdrętwiała i niemal sparaliżowana. W każdym z tych przypadków szklanka ważyła tyle samo, ale w zależności od tego, jak długo będziemy ją trzymać, wyda nam się coraz cięższa. Po chwili powiedział, że wszystkie zmartwienia, problemy i stres, które pojawiają się w naszym życiu, są dokładnie takie same jak ta szklanka. Jeśli pomyślimy o nich przez chwilę, to nic się nie stanie. Jeśli będziemy myśleć dłużej, to zacznie nas boleć. Natomiast, jeśli będziemy o nich myśleć przez cały dzień, to w końcu poczujemy się sparaliżowani i niezdolni do zrobienia czegokolwiek. Pamiętajcie, by odstawić szklankę na miejsce. Pozostaje pytanie: skąd mam wiedzieć, kiedy odłożyć szklankę i jak zdać sobie w ogóle sprawę, że ją trzymam? Odpowiedzi na te pytania znajdują się w Twoim ciele. Jeśli czujesz jakiekolwiek dolegliwości, które niedawno się pojawiły i nie ustępują, wracają co pewien czas lub są ciągle na stałym poziomie, a Ty zdążyłeś się do nich przyzwyczaić to znaczy, że w Twoim ciele prawdopodobnie zaistniała jakaś czynnościowa zmiana stanu tkanki. Pamiętajmy, że odłożenie szklanki często nie jest takie proste jak w powyższej historyjce. Nie zdajemy sobie sprawy, że trzymamy szklankę lub mamy jej świadomość, ale nie wiemy jak ją odłożyć. Warto wtedy poprosić swojego fizjoterapeutę o pomoc.
O autorze: Izabela Barcik, fizjoterapeutka, pracuje w systemie terapii manualnej holistycznej. Propagatorka zdrowego trybu życia i pogłębiania świadomości na temat swojego ciała. Bibliografia: Andrzej Rakowski "Terapia manualna holistyczna", Poznań 2011
Punkty spustowe to miejsca nadwrażliwe na przebiegu brzuśca mięśnia lub powięzi mięśnia. Nacisk na dany punkt powoduje ból, tkliwość oraz promieniowanie lub rzutowanie bólu do określonych miejsc na ciele. Punkty takie uaktywniają się w wyniku przeciążeń czy urazów. Niekiedy to one stanowią podstawowe źródło bólu, ale mogą też być przyczyną innych dolegliwości (np. bóle pleców, kręgosłupa, „korzonki”, „postrzały”). Akupresura i akupunktura to jedne ze sposobów leczenia punktów spustowych w tradycyjnej medycynie chińskiej. Jeśli przyjrzymy się lokalizacji punktów spustowych i akupunktów okazuje się, że część punktów spustowych pokrywa się z lokalizacją akupunktów. Weźmy za przykład przebieg meridianu woreczka żółciowego, którego punkty w górnej części ciała człowieka pokrywają się w znacznym stopniu z punktami spustowymi tej samej okolicy ciała. Ponadto typowym dla punktów spustowych jest ograniczenie przesuwalności tkanek i elastyczności skóry w bliskim sąsiedztwie z aktywnym punktem spustowym, co również można zauważyć w przypadku akupunktów. W 1989 roku Melzack i Wall wywnioskowali, że punkty spustowe i akupunkturowe pod względem kontroli bólu są niemalże takie same. Podkreślają także, że punkty te zostały niezależnie odkryte (w dość dużym odstępie czasu). Kawakita w 2002 roku oświadczył, że punkty spustowe i akupunkty są takie same.
Chaitow L, Fritz S. Understanding, locating and treating myofascial trigger points. Wrocław: Elsevier Urban & Partner; 2010; s. 2.,16. i 156.